Pierwsza wizyta w klinice estetycznej decyduje o drugiej: 7 momentów, które budują powrót
Pacjentka może być zadowolona z efektu, a mimo to nie wrócić. Pokazuję siedem momentów, od zapisu do 48 godzin po zabiegu, które decydują o tym, czy pierwsza wizyta w klinice estetycznej stanie się początkiem relacji.
Rozmawiam z właścicielkami klinik estetycznych i jedno zdanie wraca w tych rozmowach regularnie: „Była zadowolona, efekt wyszedł pięknie, a jednak już się nie odezwała”. Za każdym razem pytam wtedy o to samo. Nie o zabieg, tylko o wszystko, co działo się przed nim i po nim.
Pacjentka, która przychodzi pierwszy raz, ocenia znacznie więcej niż efekt. Ocenia, czy poczuła się zaopiekowana, czy ktoś ją wysłuchał, czy wiedziała, czego się spodziewać. Efekt zabiegu często widać dopiero po kilku dniach albo tygodniach. Wrażenie z wizyty ma od razu i to ono w dużej mierze decyduje, czy zarezerwuje kolejny termin.
Poniżej opisuję siedem momentów, od zapisu do 48 godzin po zabiegu, które moim zdaniem najmocniej wpływają na to, czy pierwsza wizyta stanie się początkiem relacji. Żaden z nich nie wymaga dużego budżetu. Wymagają za to uwagi i tego, żeby ktoś w zespole czuł się za nie odpowiedzialny.
1. Zapis: pierwsza rozmowa, zanim pacjentka przekroczy próg
Pierwsza wizyta zaczyna się dużo wcześniej niż w gabinecie. Zaczyna się w chwili, gdy ktoś pisze na Instagramie, wypełnia formularz albo dzwoni do recepcji. Często robi to wieczorem, po długim namyśle i z dużą dozą niepewności.
Sprawdza się kilka prostych rzeczy. Odpowiedź w ciągu kilku godzin, a nie następnego dnia po południu. Jasna informacja o cenie albo przynajmniej o przedziale cenowym, bo niedopowiedzenie w tej sprawie budzi więcej obaw niż sama kwota. I pytanie o to, z czym pacjentka przychodzi, zadane tak, żeby nie brzmiało jak ankieta.
Jeśli w tym miejscu ktoś poczuje się jak kolejna pozycja w kalendarzu, trudno będzie to później odwrócić.
2. Przypomnienie dzień wcześniej, czyli wiadomość, która uspokaja
SMS z datą i godziną to standard. Warto rozważyć, czy nie da się z niego zrobić czegoś więcej. Pacjentka, która jedzie do kliniki pierwszy raz, nie wie, gdzie zaparkować, którym wejściem wejść, czy może przyjść w makijażu, czy powinna odstawić jakieś kosmetyki.
Krótka wiadomość z tymi informacjami to minuta pracy przy pisaniu szablonu, a oszczędza wiele nerwów. Zauważam też, że takie przypomnienie wyraźnie zmniejsza liczbę odwołań w ostatniej chwili. Kiedy ktoś czuje, że jest oczekiwany, rzadziej rezygnuje.
Dobrze, jeśli w wiadomości pojawia się imię osoby, która będzie wykonywać zabieg. To drobiazg, ale zmienia „wizytę w klinice” w wizytę u konkretnego człowieka.
3. Powitanie: pierwsze trzy minuty na miejscu
Wiem, że recepcja w ciągu dnia potrafi przypominać centrum dowodzenia. Telefony, płatności, kurierzy. Mimo to pierwsze trzy minuty po wejściu pacjentki zostają w pamięci na długo.
Co robi różnicę? Powitanie po imieniu, bo przecież wiadomo, kto ma przyjść o tej godzinie. Krótka informacja, ile potrwa oczekiwanie i co będzie się działo. Propozycja wody albo herbaty. A jeśli trzeba wypełnić dokumenty, wcześniejsze wysłanie ich mailem, żeby nie robić tego w pośpiechu na kolanie.
Najgorsza jest cisza. Pacjentka siedzi w poczekalni, nikt nic nie mówi, a czas się wydłuża. Nawet dziesięć minut niepewności potrafi przykryć dobre wrażenie z całej reszty.
4. Konsultacja: miejsce, gdzie rodzi się zaufanie
Właścicielki klinik najczęściej opisują ten moment jako najważniejszy i trudno się z tym nie zgodzić. Podczas konsultacji pacjentka decyduje, czy powierzy komuś swoją twarz albo ciało.
Sprawdza się zasada: więcej słuchania niż mówienia. Pytanie o oczekiwania i o wcześniejsze doświadczenia, także te złe z innych gabinetów. Szczere powiedzenie, czego zabieg nie da, a nie tylko co da. I przestrzeń na pytania, również te, które pacjentka uważa za błahe albo wstydzi się zadać.
Coś, co widzę w klinikach z największą liczbą powracających pacjentek: lekarz albo kosmetolog nie sprzedaje podczas konsultacji pakietu. Proponuje plan, tłumaczy, skąd taka kolejność, i zostawia czas na decyzję. Właśnie wtedy pacjentki najczęściej same decydują się na więcej.
5. Zabieg: mówienie, co się dzieje
Nawet przy prostym zabiegu pacjentka leży z zamkniętymi oczami, czuje coś na skórze i nie do końca wie, co to oznacza. Dla kogoś, kto robi to sto razy w miesiącu, to rutyna. Dla niej to pierwszy raz.
Dlatego tak dobrze działa komentowanie na bieżąco. „Teraz poczuje Pani chłód”, „Za chwilę lekkie ukłucie”, „Jesteśmy w połowie”. Kilka zdań sprawia, że ciało się rozluźnia, ból wydaje się mniejszy, a całe doświadczenie spokojniejsze.
Warto też w trakcie zapytać, czy wszystko w porządku. Kilka razy, nie raz. Pacjentki rzadko same zgłaszają dyskomfort, bo nie chcą przeszkadzać.
6. Wyjście: zalecenia i kolejny krok
Koniec wizyty bywa najbardziej pośpieszny. Kolejna osoba czeka, trzeba przygotować gabinet, płatność, do widzenia. A przecież właśnie teraz pacjentka zabiera ze sobą obraz całej wizyty.
Sprawdzają się dwie rzeczy. Pierwsza to zalecenia na piśmie, na kartce albo w wiadomości, a nie tylko ustnie. Po zabiegu emocje są wysokie i połowa informacji ulatuje za drzwiami. Druga to konkretna propozycja kolejnego kroku. Zamiast „proszę dzwonić, jak będzie potrzeba” lepiej powiedzieć: „Kontrolę proponuję za dwa tygodnie, mogę od razu zarezerwować termin?”.
Wiele klinik obawia się, że taka propozycja zabrzmi nachalnie. Z moich rozmów wynika coś odwrotnego. Pacjentki odbierają ją jako znak, że ktoś myśli o ich efekcie także po wyjściu z gabinetu.
7. 48 godzin po zabiegu: moment, który pomija większość klinik
Tu dochodzimy do punktu, o który zawsze pytam najpierw. Czy klinika odzywa się do pacjentki w ciągu dwóch dni po pierwszym zabiegu? Najczęściej słyszę, że nie, chyba że ona sama napisze z problemem.
Tymczasem to okres, w którym pojawiają się wątpliwości. Obrzęk, zaczerwienienie, siniak i pytanie, czy tak powinno być. Pacjentka szuka odpowiedzi w internecie albo pyta znajomych. Jeśli w tym czasie dostaje krótką wiadomość z kliniki, czuje, że nie została z tym sama.
Wystarczy kilka zdań:
Dzień dobry, tu Anna z kliniki. Jak się Pani czuje po wczorajszym zabiegu? Lekki obrzęk jest normalny i powinien zejść do jutra. Gdyby coś niepokoiło, jestem do dyspozycji.
Wiadomość podpisana przez konkretną osobę działa zupełnie inaczej niż automatyczny komunikat bez nadawcy.
To właśnie ten moment najczęściej zamienia jednorazową wizytę w relację. I to po nim pacjentka poleca klinikę znajomym, bo ma o czym opowiedzieć.
Jak to poukładać w zespole
Kiedy pokazuję tę listę właścicielkom klinik, reakcja jest zwykle podobna: „Przecież to robimy”. Po chwili rozmowy okazuje się, że robimy, ale nie zawsze, nie wszyscy i zależnie od tego, jak bardzo zajęty jest dzień.
Sprawdza się prosty sposób. Każdy z siedmiu momentów ma w zespole swoją osobę:
- Recepcja: zapis, przypomnienie dzień wcześniej i powitanie.
- Osoba wykonująca zabieg: konsultacja, sam zabieg i zalecenia na wyjście.
- Wiadomość po 48 godzinach: może ją wysyłać ktokolwiek z zespołu, byle zawsze i w imieniu kogoś konkretnego.
Dobrze też raz w miesiącu sprawdzić, ile pacjentek po pierwszej wizycie wróciło na drugą. Ta jedna liczba powie Ci więcej niż niejeden raport.
Pierwsza wizyta w klinice estetycznej jest dla pacjentki rodzajem sprawdzianu. Ocenia w nim umiejętności, ale przede wszystkim to, czy jest dla kogoś ważna. Kiedy te siedem momentów działa, druga wizyta przestaje być kwestią przypadku.
Chcesz wprowadzić to w swojej klinice?
Auramatic uruchomi brandowaną aplikację lojalnościową dla Twojej kliniki w 48h. Program lojalnościowy, członkostwa, sprzedaż zabiegów — w jednej aplikacji.
Umów bezpłatne demo